Autor: Daria Ziętara



Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile osób znajdujących się obok nas cierpi, przeżywa jakąś tragedię…A czasami nawet nie wiemy, że któryś z naszych sąsiadów jest małym bohaterem. Przykładem takim jest Ania. Osiemnastoletnia dziewczyna. Wszystko zaczęło się od tego, jak pewnego dnia o dość później porze wracała do domu ze szkoły. Mama znowu zapomniała ją odebrać z dodatkowych dwugodzinnych zajęć i przewieźć na trening. Mimo, że nie była wielką buntowniczką ,tym razem chciała poważnie porozmawiać z rodzicielką o kwestiach przewozu na różne kółka pozalekcyjne. Mieszkała kilka kilometrów za miastem. Komórka rozładowana, a następny autobus kilkanaście minut po 23. Nie było sensu włóczyć się po centrach handlowych i później tłumaczyć się przed matką. Wybrała najkrótszą z możliwych opcji. Droga przez las. Za dnia prosta, tylko raz musi skręcić na małą polankę, za którą znajduje się jej dom. Nie bała się puścić tą drogą, gdyż nieraz pokonywała ją z rodzicami. Gdzieś już w połowie trasy usłyszała przeraźliwy krzyk i brzdęk uderzającej o metal łopaty. Zatrzymała się na moment, próbując latarką przyłączoną do kluczy oświetlić sobie drogę, wstrzymała oddech ,widząc zbliżającą się do niej postać. W ręku trzymała połyskujący nóż, ubrudzony krwią. Podszedł do niej, wskazując kierunek, w jakim ma iść. Nie protestowała. Kilkakrotnie ugodził ją w plecy, częściej trafiając we włożoną w plecaku butelkę z sokiem wiśniowym. Nogi niebezpiecznie zaczęły się pod nią uginać, bezsilna opadła na zieloną trawę, w oddali widząc zapalone w oknach swojego domu światła. Nie zastanawiając się wiele, doczołgała się do kopca ziemi i resztkami sił zaczęła ją odgarniać. Zamglonym wzrokiem spojrzała na dziewczynę, jej koleżankę z klasy. Jej wroga. Pomogła jej się wydostać, a chwilę później umarła na w jej dłoniach. Odeszła , choć uratowała ją.

Dziś, w pierwszą rocznicę jej śmierci ,mogę mówić o tym spokojniej niż jeszcze trzy miesiące temu. Rozumiem, że Ania miała stać się przykładem dla innych, aby obojętnie nie przechodzili obok ludzkich tragedii. Aby potrafili się zatrzymać i pomóc. Tylko dlaczego ja ,jako jej matka ,nie potrafiłam uchronić jej przed tym wszystkim?

Być może ślepo wierzyłam, że od tego jest policja. Dziś już wiem, że każdy jest osobą odpowiednią, aby udzielić komuś niezwłocznej pomocy w każdej sprawie.